OLEJARNIA WIEPRZÓW

Jako, że czas przedświąteczny przedstawiamy historię Olejarni Wieprzów opowiedzianą przez Elżbietę i Mariusza Lizutów.

Ojciec sprzedażą oleju zajął się na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku – rozpoczął swoją opowieść Mariusz Lizut. Początkowo woził rzepak do olejarni GS w Zamościu i tam tłoczono z niego olej. Nie było to takie proste, bo trzeba było wystać swoje w długich kolejkach oczekujących, niekiedy nawet całą noc na mrozie. Następnie część oleju przelewało się do butelek, a część zabierało w konwiach od mleka i sprzedawało na targach. Jako dziesięcioletniego chłopca ojciec zostawił mnie kiedyś z towarem na rynku w Zamościu, a sam pojechał do Skierbieszowa. Wówczas tradycyjnie handlowało się tylko od 6 do 24 grudnia, a był rok 1982 i trwał stan wojenny.. Podeszła do mnie milicja i zażądała dokumentów. Oczywiście żadnych nie posiadałem, dlatego zarekwirowano cały olej, a mnie zatrzymano. Po tym zdarzeniu ojciec wystarał się o zaświadczenie, na podstawie którego mogliśmy już legalnie handlować. Mieszkaliśmy w Majdanie Sielcu, więc dokument wydał Urząd Gminy Krynice.

Po tym zdarzeniu z zatrzymaniem mnie ojciec zaczął rozglądać się za maszynami do tłoczenia oleju – ciągnął swoją opowieść pan Mariusz. Wreszcie udało mu się to i zakupił ręczne urządzenia, które wymagały wiele wysiłku. Pierwszą gminą, w której tłoczono olej, były Krynice. Dziś trzech największych olejarzy w naszym regionie wywodzi się właśnie stamtąd. Dodam też, że utrzymujemy stały kontakt i staramy się nie konkurować ze sobą.

Kiedy ożeniłem się i przeniosłem do Wieprzowa, zabrałem ze sobą bezprądowe maszyny do tłoczenia. Były mało wydajne, a wyprodukowany olej rozprowadzałem głównie wśród rodziny i znajomych. Cały czas jednak myślałem o zakupie bardziej nowoczesnych maszyn. Pierwsze maszyny wykonałem sam, ale one nie spełniały moich oczekiwań. Dopiero w 2009 roku zakupiliśmy urządzenia od starszego pana, który jest prawdziwym pasjonatem olejarskiego rzemiosła. Pomimo tego, że ma 97 lat i mieszka w Chełmie, nadal mi pomaga. To on jest konstruktorem i producentem wszystkich maszyn funkcjonujących w okolicy. Dla niego największą satysfakcją jest to, że są one wykorzystywane, a ludzie przyjeżdżają i mogą je oglądać. W roku 1994 do mojej działalności dołączyła żona, jeżdżąc po różnych targach.

Nasze produkty sprzedaję już prawie od 30 lat. Zdarzało się tak, że jeździłam z malutką córką, bo nie miałam jej z kim zostawić. Dziś już ona, jako trzecie pokolenie, zaczyna swoją przygodę z handlem olejem. Mam stałych i wiernych klientów – mówi pani Elżbieta. Kiedyś zdarzyło się tak, że musiałam opuścić na chwilę stoisko i zastąpił mnie syn. Klienci nie chcieli jednak kupować od niego, tylko czekali na mnie. Teren, na którym działamy, to głównie Podkarpacie. Jeździmy do Lubaczowa, Jarosławia, Przemyśla, Przeworska, a nawet Rzeszowa. Większość jednak sprzedajemy w domu. Klientów mamy z całej Polski. Szczególnie latem, kiedy jest sezon turystyczny, na naszym podwórzu można zobaczyć wszystkie możliwe rejestracje. Z czasem nasz asortyment zaczął się powiększać. Obecnie robimy olej lniany, konopny, słonecznikowy, z czarnuszki, ostropestu, dyni i wiesiołka.

Kupujemy tylko nasiona od sprawdzonych, polskich producentów – dorzucił pan Mariusz. Mamy stałych dostawców, którzy nie stosują środków ochrony roślin.

Ludzie chcą kupować zdrową żywność, a my taką im oferujemy – mówi p. Elżbieta. Sprzedajemy także przetwory i przyprawy, bo rynek tego wymaga. Obserwujemy coraz większe zainteresowanie naszymi towarami. Największą promocję, i to na skalę całego kraju, zrobiła nam sprzedaż pamiątek. Od 2008 roku mam sezonowy punkt w Suścu na Szumach oraz drugi w Krasnobrodzie. Dziś jesteśmy zapraszani do Lublina i innych miejscowości w regionie na różnego rodzaju pokazy wystawy i festyny.

Uzupełniając wypowiedź żony, p. Mariusz dodaje: Pokazy organizowaliśmy także u siebie, ale teraz nie jesteśmy w stanie spełnić wszystkich wymogów, dlatego ta część naszej działalności jest trochę zaniedbana. Nie mówimy jednak ostatniego słowa i cały czas myślimy, żeby w naszej olejarni organizować fachowe prezentacje tłoczenia. Do pokazów tradycyjnego tłoczenia potrzebne są piec, walce i prasa. Prasą na dyszle udaje się w trakcie takiego pokazu wytłoczyć 250 ml oleju.

Podczas jednego z festynów dzieci wprost wylizywały naczynia, w których wcześniej znajdował się świeżo tłoczony olej – uśmiechając się, podsumowała p. Elżbieta.

Polecając naturalne produkty Olejarni Wieprzów, życzymy jej właścicielom dalszych sukcesów zawodowych.

Red.

 

Powiązane posty